Poniedziałkowa sesja wpisuje się w bezprecedensowy okres na rynku metali szlachetnych. Cena spot złota dotarła w okolice 4690 dolarów za uncję, ustanawiając nowe all-time high (ATH). Z kolei srebro wzrosło w pobliże 94 dolarów za uncję. Skala reakcji pokazuje, jak silnie rynki wyceniają obecnie ryzyko polityczne i handlowe.
Taryfy i Grenlandia jako katalizator napięć
Bezpośrednim impulsem dla wzrostów były najprawdopodobniej zapowiedzi nałożenia ceł przez administrację USA na wybrane kraje europejskie. Donald Trump zasugerował, że osiem państw, w tym największe gospodarki Europy Zachodniej, może zostać objętych restrykcjami handlowymi, jeśli kraje te staną na drodze USA do przejęcia Grenlandii. Sama groźba takich działań wystarczyła, by rynki zaczęły dyskontować scenariusz nowej odsłony wojny handlowej na linii USA–Europa.
Taryfowa retoryka natychmiast odbiła się na notowaniach akcji i walut. Spadł apetyt na ryzyko, dolar osłabił się, a kapitał zaczął płynąć w stronę aktywów tradycyjnie kojarzonych z okresem podwyższonej niepewności: złota, franka szwajcarskiego i jena japońskiego. To klasyczny mechanizm obronny rynku, uruchamiany w momentach, gdy perspektywa stabilnego handlu międzynarodowego zaczyna się chwiać.
Fed, makroekonomia i kumulacja ryzyka
Wzrosty cen złota nie są jednak wyłącznie reakcją na jeden czynnik. Rynek od dłuższego czasu dyskontuje możliwość kolejnych obniżek stóp procentowych w USA oraz pogarszające się dane makroekonomiczne. Teraz do tej układanki doszedł bardzo wyraźny impuls geopolityczny, który znacząco wzmocnił narrację o wzroście ryzyka systemowego.
Eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie, sytuacja w Iranie, groźba blokady cieśniny Ormuz oraz coraz ostrzejsza retoryka amerykańskiej administracji już wcześniej napędzały popyt na złoto. Obecnie dodatkowym elementem stały się dyskusje o przyszłości NATO i zaangażowaniu sojuszu w kilku punktach zapalnych oraz kwestie terytorialne, które jeszcze kilka lat temu wydawały się czysto teoretyczne.
Nie bez znaczenia pozostają także obawy dotyczące niezależności Rezerwy Federalnej. Informacje ujawnione przez Jerome’a Powella, dotyczące potencjalnych zarzutów karnych związanych z kosztami renowacji siedziby Fed, zostały przez rynek odebrane jako możliwa forma presji politycznej. To w połączeniu ze słabymi danymi z rynku pracy (zaledwie 50 tys. nowych miejsc pracy w grudniu) wzmocniło przekonanie, że w 2026 roku Fed będzie zmuszony do dalszego luzowania polityki monetarnej.
Rekordy na starcie roku i perspektywy na kolejne miesiące
Już pierwsze tygodnie stycznia przyniosły serię nowych rekordów, z poziomami przekraczającymi 4640 dolarów za uncję. To naturalna kontynuacja niezwykle mocnego 2025 roku, w którym złoto ustanowiło 54 historyczne maksima. Skala i tempo wzrostów pokazują, że mamy do czynienia nie z chwilowym zrywem, lecz z szerokim, strukturalnym trendem.
Coraz odważniejsze stają się również prognozy instytucji finansowych. Citigroup i Metals Daily wskazują, że poziom 5000 dolarów za uncję może zostać osiągnięty już w pierwszym kwartale 2026 roku, a srebro może zbliżyć się do granicy 100 dolarów. Według bardziej długoterminowych scenariuszy średnia cena złota w całym 2026 roku mogłaby przekroczyć 5300 dolarów, z potencjalnymi szczytami sięgającymi nawet znacznie wyższych poziomów.
Nawet jeśli po drodze pojawią się korekty, fundamenty obecnej hossy pozostają silne. Zakupy banków centralnych, narastające napięcia geopolityczne oraz stopniowa erozja zaufania do walut fiducjarnych tworzą środowisko, w którym metale szlachetne pozostają jednym z kluczowych beneficjentów globalnej niepewności.
Autor: Michał Tekliński
Dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark. Z branżą złota i kamieni szlachetnych związany od ponad dekady. Certyfikowany ekspert diamentów HRD w Antwerpii. W Goldenmark odpowiada za koordynację bezpośredniej współpracy z największymi producentami i dostawcami złota i diamentów na całym świecie.